niedziela, 30 listopada 2008

Szacunek

"Całe życie czekałam na jeden koncert, na to aż moja idolka przyjedzie w końcu do Polski. Pewnego dnia ktoś przyniósł radosną plotkę, Me'shell Ndegéocello odwiedzi nasz kraj! Koncert miał odbyć się w sali kongresowej, w Warszawie.
Oczywiscie ze zbędną przesadą zarezerwowaliśmy bilety chyba pół roku wcześniej.
Każde spotkanie z przyjaciółmi (tymi muzycznymi) kręciło się wokół postaci Me'shellki i tego co w końcu dane nam będzie usłyszeć na żywo.
Każda z jej płyt jest dla mnie świadectwem jej geniuszu.
"Beautiful" najwspanialszą piosenką świata.
Nadszedł ten wyczekiwany przez pół mojego życia dzień, dzień koncertu.
Wykupiliśmy bilety, rozsiedliśmy się na swoich miejscach i czekamy.
Pojawia się ona. Ubrana jest jak pierwszy z brzegu żul z centralnego,
staje tyłem do publiczności, krzyczy coś do swoich muzyków, z których jeden wygląda jakby o narkotykach wiedział dużo więcej niż przeciętny obywatel (nawet Holandii)i niszczy moje wszystkie ideały.
Zespół zachowuje się jakby ten koncert był ich prywatną próbą w garażu na obrzeżach Jasienicy. Ludzie wychodzą, kongresowa pustoszeje.
My siedzimy i nie możemy się napatrzeć, nie potrafimy uwierzyć.
Me'shell Ndegéocello naszą wielką miłość ma po prostu w dupie.
Kopie nas każdym, kolejnym, nieudanym dźwiękiem.
Kongresowa już prawie pusta. Wychodzimy, mój kolega płacze. Nawet ze sobą nie rozmawiamy. Nasze muzyczne ideały umarły."- powiedziała P.


Me'shell zagrała kilka tysięcy genialnych koncertów.
Ten, nie wiadomo dlaczego potraktowała jak potraktowała.
Może miała zły dzień? Może była pijana? Może jej za mało zapłacili? Może nie lubi Polaków?Może, może, może...
Nie wiem.
Słuchając P. uświadomiłam sobie jak ważny jest szacunek dla publiczności.
Nigdy do końca nie wiemy kto nas słuchał, na nas czekał.
Kto KUPIŁ bilet.

Przypomniało mi się co zrobiłam w tegoroczne wakacje.
Graliśmy na wielkim festiwalu, największa impreza w naszym życiu,
ponad sto tysięcy ludzi na publice. Napaleni byliśmy jak diabli.
Wszystko kręciło się wokół tego wydarzenia.
Na dzień po tym koncercie mieliśmy wystąpić na "dniach czegoś tam, gdzieś tam". Miejscowość malutka. Jechaliśmy myśląc o dniu wczorajszym, przeżywając to co się działo. Ubrana byłam tak se, podejście miałam zblazowane, nawet się specjalnie nie zastanawialiśmy jak ma wyglądać dzisiejszy koncert. Olewka.
Gdy trafiliśmy do owej, małej miejscowości okazało się, że na widowni jest około 5-7 tysięcy ludzi. Krzyczeli do nas. Skandowali nazwę. Byli świetni!
Poczułam się jak ostatnia szmata. Jak mogłam wyróżniać tamtą imprezę tylko ze względu na wielkość i prestiż. Na szczęście błąd popełniliśmy tylko we własnych myślach ale jak niewiele brakowało.Zagraliśmy najlepiej jak potrafiliśmy ale chyba dostaliśmy dobrą nauczkę.

Nie publiczność jest dla występującego, występujący jest dla publiczności.
Chociażby artysta był samym Michaelem Jacksonem.
Pierwsza zasada kodeksu muzyka! (kolejne wymyślę w następnych postach;))


sobota, 29 listopada 2008

Autostopowiczka

Koło północy wracał Andrzej z pracy. Zmęczony zastanawiał się dlaczego ma wciąż tak mało czasu, ciągle coś goni, gdzieś się śpieszy, a profity wciąż niewielkie.
Od dwóch lat próbował rozkręcić własną firmę, remonty.
Borykał się z notorycznym deficytem pracowników, terminami, drożejącymi materiałami budowlanymi.
Jechał samochodem, gdzieś w tle z radia dobiegało The Police.
Było już późno Andrzej co chwilę przecierał zmęczone oczy.
Droga zupełnie pusta, wokół niewielkie lasy, jakiś mały prywatny staw.
Tym razem z remontowanego sklepu klienta do domu dzieliło go kilkadziesiąt kilometrów jezdni.
Zobaczył na horyzoncie kobietę, zdziwił się było późno, okolica raczej nie obfitowała w ludzi. Kobieta energicznie machała do niego dłonią, miała przerażoną twarz.
Jej widok go rozbudził. Ładna, młoda zupełnie sama w takiej okolicy, chyba skądś uciekła. Nie pasowała do krajobrazu. Zatrzymał się. Nie zdążył nawet powiedzieć dobry wieczór, gdy z jej ust wystrzeliła masa nerwowych słów.
- Był wypadek, trzy kilometry stąd był wypadek, w wypadku jest dziecko ! Szybko musimy mu pomoć!Jedźmy natychmiast, błagam pana!

Nim Andrzej zdążył cokolwiek odpowiedzieć kobieta już siedziała w jego samochodzie.
Nacisnął gaz i ruszył we wskazanym kierunku.
- Szybciej, niech pan jedzie szybciej!
Kierowca zupełnie oszalały sytuacją przyspieszał.
Zerkał na nią co jakiś czas, jasna sukienka w kwiatki, długie ciemne włosy i te dziwne oczy. Jakby była zahipnotyzowana.
Nawet nie zapytał jej skąd wie o wypadku, przyspieszał i przyspieszał.
Z odległości kilkunastu metrów dojrzał samochód, stojący częściowo na drodze, druga część wbita była w barierkę. Zbliżając się zobaczył, że przód jest zupełnie zgnieciony.
- O matko, ona ma racje!- pomyślał.

Wyskoczył z samochodu, wyciągnął telefon powiadomił odpowiednie służby.
Usiłował otworzyć przednie drzwi od strony pasażera, nie powiodło się.
Zaczął wyszarpywać tylne. Wokół totalna ciemność. Mało widział. Drgnęły.
Na siedzeniu leżał zakrwawiony może czteroletni chłopczyk.
Przeraził się, drżącymi dłońmi powoli wyciągnął dziecko.
Chłopczyk pod wpływem zimnego powietrza ocucił się i zaczął głośno płakać.
Twarz Andrzeja rozświetliły światła, nadjechało pogotowie, tuż za nim pędził radiowóz. Sanitariusz wyskoczył z karetki, zabrali od niego dziecko, "ono żyję"- ktoś krzyknął.
Wszystko wirowało Andrzejowi w głowie, odsunęli go.
Straż pożarna, światła, krzyki lekarzy, totalny chaos.
Stał z boku i obserwował. Małego pogotowie natychmiast zabrało do szpitala.
Usiłowano otworzyć przednie drzwi pokiereszowanego samochodu.
Tam ktoś, jest krzyczeli strażacy.
Niewiele widział. Po chwili usłyszał - "niestety, nie żyje".
Wyciągali czyjeś zwłoki. Andrzej podszedł do jednego z policjantów, zapytał o stan chłopca, mundurowy odpowiedział, że mały przeżyje.
Odetchnął i wtedy przypomniała mu się ta kobieta, ta która tutaj go przywiozła.
Był tak roztrzęsiony, że zupełnie zgubił ją z oczu.
Policjant przeglądał dokumenty znalezione przy ofierze, coś notował.
Andrzej zaczął szukać tej, która go na miejsce wypadku przywiodła.
Gdzie ona jest, jak to możliwe, myślał.
- proszę pana, a gdzie jest ta kobieta?- zapytał.
- jaka kobieta?- znad papierów wymamrotał policjant.
- no ta, która powiedziała mi o wypadku, która ze mną tutaj przyjechała!
Policjant podniósł pytający wzrok.
Wtedy Andrzej zobaczył zdjęcie w dowodzie osobistym ofiary.
Te oczy, duże, dziwne, te długie, piękne, ciemne włosy.
To ta kobieta!- krzyknął Andrzej.
Ta kobieta zmarła w tym wypadku na kilka godzin przed pana przyjazdem tutaj- odpowiedział zupełnie spokojnie policjant.
Poprowadził Andrzeja do leżącej na ulicy, ledwo wyciągniętej z samochodu ofiary.
Jasna sukienka w kwiatki zabrudzona była krwią.
Nawet nie chciał zobaczyć jej twarzy.
- ale ona zatrzymała mnie mówiąc, że w wypadku jest dziecko, przyjechała ze mną tutaj, Jezu..- jąkał się Andrzej.
- to matka tego chłopca, proszę pana. Spokojnie, ja panu wierzę.
Nie pierwszy raz tą historię słyszę.- odpowiedział policjant odchodząc w kierunku radiowozu.


piątek, 28 listopada 2008

Linka sieciową świnią też jest.

Mam nowe hobby, na pewno nie potrwa dłużej niż dwa tygodnie ale chwilowo jestem tematem zauroczona. Kafeteria, kobieca część portalu O2.
Debilizm nad debilizmy.
Ludzie anonimowo zwierzają się z hemoroidów, nienawiści do własnych dzieci, zdrad, słuchania piosenek Dody. Wypisują rzeczy wręcz niewiarygodne.
Mój ulubiony temat brzmiał tak :
"Jastrzomb porwał mojego pudelka, co robić?"
(Autentyczny topic z Kafeterii).
Czytałam i czytałam i ludzkiej głupocie nadziwić się nie mogłam.
Wtedy w Linkowym mini mózgu powstał genialny pomysł na nowy ciekawy sposób marnotrawienia czasu.
Będę wymyślała tematy i podkręcała ludzi do pisania komentarzy.
Z poczatku sądziłam, że użytkownicy zorientują się, że te kompletne idiotyzmy są czyjąś słodką prowokacją. A gdzie tam.
Pomagali mi, krytykowali mnie. Przeżywali moje problemy.
ODPISYWALI!


D.XXX to młody człowiek którego pozwoliłam sobie wymyślić.

Temat: CHCE ZUCIC SZKOLE

15:37
D.XXX
Mam 12 lat i chce zucic szkole. Czy mam do tego prawo?
Chce isc do pracy ! Nie wiem po co mam chodzic do szkoly.
Co zrobic zeby nie musiec tam chodzic?

15:37
Juliusz Cezar
shofaj siem w pifnicy za kartoflami

15:38
nauczyc sie
ortografii..

15:39
Wiolka1986
Drogie dziecko ucz sie jak najdluzej a nie pisz glupot, niedlugo do lapoaty trzeba bedzie miec studia wiec nie radze rzucac nauki

15:40
ciotka anielka
jak pochodzisz jeszcze troche do szkoły to może nauczą Cię ortografii wiec moze jeszcze nie rzucaj szkoły

15:40
D.XXX
ale ja uwarzam ,ze bym sobie poradził.
Nadaje sie do pracy. Nierozumiem co ma do tego wiek !
Powiedzcie.
Z ortografi nie jestem najgorszy.

15:43
zostawilam
to rzucaj. tylko zebys potem nie zalowal/a

15:46
masz racje
szkoła jest do d**y też chciałabym rzucić a jestem starsza o dwa lata.

15:48
D.XXX
masz racje ale jak mam to zrobic mama nie chce o tym slyszec?
a moj tata ma mnie gdzies bo jest prezesem w orange czy cos takiego i ciongle pracuje. Ale jakbym nie chodzil do szkoly to by do nas przyjechal i sie klucil pewnie.

15:50
UMA9Dziecko szkoła jest obowiązkowa do końca gimnazjum.

15:55
D.XXX
puma9 no wlasnie bez sensu to jest.
To ja uciekne z moja dziewczyna
z domu i gdzies wyjedziemy do normalnego kraju gdzie sie ludzi nie zmusza do pracy i gdzie nie zadza kaczynscy

15:56
777-X
D.XXX, kochanie, żeby mieć dobrą pracę, najpierw musisz zdobyć odpowiednie wykształcenie.
Ukończ szkołę średnią i możesz iść do pracy. Jeszcze zdążysz się napracować - po ukończeniu szkoły średniej będziesz miała na pracę całe długie 40 lat.

15:56
Shao_Lin
aaa, jeszcze jedno. Legalnie można pracować od 16 roku życia.
Dziękuję i do niewidzenia.

15:56
D.XXX
moze dla ciebie to jest nudne a dla mnie to moj duzy problem.
Nie mam zlych ocen z polskiego nie czepiajcie sie!

15:57
D.XXX
I jestem chlopakiem nie mowcie do mnie jak do laski ! XD

15:57
777-X
Jak uciekniesz z domu to skońszysz na dworcu i będziesz musiała dawać dupska żeby nie umrzeć z głodu...
A teraz idź i odrób lekcje na Poniedziałek. Dosyć tych humorów.

16:04
PUMA9
Żeby iść do pracy to chyba musisz wyjechać do Chin bo tam zatrudniają już dzieci ale chyba tylko za miskę ryżu.

15:59
D.XXX2
tyktanta pisze na trujki albo dwujki ale to nic ja hce żócić szkołe bo hce iudź do poracy i mósze cosi óczynidź w tym kierónku poraćće mi coś bo jórz nie wiem

16:04
D.XXX
czemu on mnie udaje?
Nie do Chin tylko do Irlandi pojade

16:09
PUMA9
Do Irlandii pisze się przez ii, jednak zostań w tej szkole jeszcze.

16:06
D.XXX
Dobra, znudziło mi się, pozdrawiam Was, Linka :)
_________________________________________________________

Tutaj Linka zmieniła się w początkującą dziwkę.

TEMAT: Niemoralna propozycja

16:22
anioleczzka29
Dostałam od szefa propozycje.
W zamian za sypianie z nim podwyższy mi pensję o 1.500zł miesięcznie.
Teraz zarabiam dwa tysiace z drobnymi więc propozycja jest naprawdę kusząca. Szef jest raczej przystojnym mężczyznom.
Niestety w przyszłym roku wychodzę za mąż, boję się, że ,mój przyszły mąż się o sprawie dowie.
Co radzicie ale szczerze?

16:23
żmijka niewydymka
mężczyznom

16:23
Z Każdym Dniem...
rzuc ta robote!

16:25
awers
Kpiny sobie urządzasz? Albo romans, albo małżeństwo! Nieźle zarabiasz, a szef to ohydna szuja, skoro coś takiego proponuje.

16:26
karamba bamba
kiepsko placi

16:26
sypiaj z nim do woli
juz samo rozwazanie takiej propozycji wiele mówi o tobie-i mam nadzieję,że chłopak cię zostawi


16:26
anioleczzka29
rzucić pracę w tych czasach? Nie żartuj...
Z drugiej strony to tylko seks, może być nawet lepszy niż z narzeczonym
Troche jednak się obawiam , że sprawa się wyda.

16:27
Shao_Lin
"Niestety w przyszłym roku wychodzę za mąż"
Skoro "niestety", to lepiej sobie odpuść. A w zamian puść się ze swoim szefem, skoro kasa jest dla Ciebie ważniejsza..

16:31
anioleczzka29
Nie jest ważniejszy. Kocham mojego chłopaka.
Jednak, popatrzcie rozsądnie.
Taka comiesięczna dawka gotówki pomogłaby
nam obojgu.
A ja chyba specjalnie nie ucierpię, prawda?

16:33
maseqw
A ja chyba specjalnie nie ucierpię, prawda?
dobre

[28.11.2008] 16:35
kafefankaa
jesteście hipokrytkami.
Większość lasek by na to poszła a tu udajecie ze jesteście oburzone.

16:37
anioleczzka29
Shao, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal
Kafefanka, też tak to odbieram

16:37
gdfgf
w sumie to prawie jak twoje wynagrodzenie a co tam raz sie zyje... a dlaczego akurat tobie zlozyl taka propozycje

16:36
przeciez to
prowokacja.Laska jaja sobie z Was robi :)

16:38
anioleczzka29
"przecież to"- dokładnie.
Już mi się znudził temat, pozdrawiam, Linka :)
___________________________________________________

To był mój najkrótszy temat:P

TEMAT: Kocham swojego wujka jak mezczyzne!

16.40

Marietta18
Kocham swojego wujka jak faceta. Ma 38 lat jest boski ale to brat mojej mamy, co zrobic????????

16.42
Krok w przód
Linka?:)

16.44
Marietta18
No;/
_________________________________________________

Hobby mam godne poprzedniego posta na blogu ale bawię się wyśmienicie.
Puentą niech będą słowa Stanisława Lema.
"Dopóki nie skorzystałem z Internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów"


Na pocieszenie coś extra:)

czwartek, 27 listopada 2008

Sieciowa świnia

Moja przyjaciółka U. bawi się w pewną wirtualną gierkę ( czy tam rzeczywistość, whatever) i w niej postanowiła zorganizować, coś w rodzaju RPG-a .
Zbudowała sobie państwo, nazwała je Polską Republiką, bawi się w królową,
organizuje wybory, dba o działanie teatru, klubów, wynajmuje graczom działki na sklepy, domy itp.,itd. Poświęca swojemu "hobby" masę czasu.
Wszystko wirtualnie, "na niby".
Byłoby tak gdyby ludzie nie byli identycznie paskudni do tych z reala.
Gdy urosło zainteresowanie tematem, eksperyment U. stał się sławny,
ludzie bawiący się razem z nią zaczęli, mówiąc zdrową polszczyzną - obrabiać jej dupę.
Dzięki temu, że dzieje się to w internecie, oczywiście anonimowo, jakby inaczej:)
Kliknijcie tutaj . Na portalu Wiadomisci24 pojawił się artykuł o wirtualnym państwie U.
Po przeczytaniu artykułu zerknijcie na komentarze.
Ja, jako, że znam projekt U. dosyć dobrze, wiem, że wypisywane przez wspaniałomyślnych, bezimiennych "mądrości" są kompletnymi bzdurami lub w najlepszym wypadku poprzeinaczanymi faktami.
Wirtualny człowiek to chyba jeszcze większe dno od tego z twarzą.
W sieci zachowujemy się jak zwierzęta.
Jesteśmy anonimowi, a raczej anonimowymi się czujemy co budzi w nas najgorsze instynkty.
Założę się, że autorzy wspomnianych komentarzy czatując z U. w grze są mega sympatyczni i przyjaźni.
Tylko wiecie co? Ciekawe kto z spośród tych pikselowych ludzi załapał, że ta wirtualna U. w takiej sytuacji zmusza realną U. do niefajnych emocji.
Zapomnieliśmy, że ludzie w sieci to Ci sami ludzie, których spotykamy w autobusie?

Nic dodać poza Chain of fools...


środa, 26 listopada 2008

Huhuha

Moja nienawiść do zimy rośnie z minuty na minutę.
Minusowe temperatury odbierają mi chęć do życia.
Czuję się dobrze tylko i wyłącznie w łóżku i to pod podwójną kołdrą.
W ciągu dnia nie opuszcza mnie wrażenie, że mój organizm przechodzi właśnie proces przemiany wody w lód. Widzę lodowe bryły mojej krwi. Zamarzam ! Kilka razy dziennie zamarzam! Nawierzchnie wszelakich dróg i ścieżek śliskie,
można się zabić przy każdym przyśpieszeniu (pieszym lub nie).
Te głupie dzieci rzucające w siebie tymi zimnymi śnieżkami zbudowanymi z zimnego śniegu.
Wiatr wieje w oczy, słońce odbija się w śniegu, jasno jak diabli.
Ja mam jakieś oczy zepsute ( wcale nie od kompa!) i połączenie wiatru i nadmiaru światła powoduje momentalny płacz. Makijaż nie ma więc sensu, i beż czarnych od maskary policzków zaryczana wzbudzam zainteresowanie.
Wszystkie nieszczęścia spotykające moją rodzinę dzieją się zimą, jak nie to to tamto.
Zimą po prostu wszystko jest źle.
Mimo usilnych starań to poza świętami Bożego Narodzenia chyba żądna oznaka tej pory roku mnie nie cieszy. Chciałabym być niedźwiadkiem, przesypiać to cholerstwo, budzić się z pierwszymi promieniami słoneczka.
Nie musieć połowy dnia spędzać przy jakimś brudnym kaloryferze dodającym mi sił.
Nienawidzę nart, sanek, lodowisk, zimna, grzanego wina, chłapy, królowej śniegu.
Nienawidzę tych paskudnych malowideł "dziadka mroza" na szybach, nienawidzę gór w których mieszkam bo jest jeszcze zimniej niż w innych częściach polski, nienawidzę przystanku Alaska.
NIENAWIDZĘ CIĘ ZIMO!


wtorek, 25 listopada 2008

Rada miasta w Palermo.

Nadeszła noc w Palermo, wszyscy śpią.
Niestety, bardzo niespokojnym snem.
Wiedzą, że ktoś zginie.
Słychać kroki, ktoś wyciąga broń.
Strzał.
Mafia zabiła Ciebie.


Zawsze byłam fanką wszelkich gier i zabaw dla dorosłych(uu zabrzmiało).
Jest jednak pewna gra, która wprowadza mnie w stan totalnego wariactwa umysłu i ciała.
Gra w której należy oszukiwać w oczy przyjaciół, znajomych.
Zasada jest jedna - dowiedz się kto kłamie.
Najzabawniejsze jest to, że tylko i wyłącznie na podstawie tego jak i na kogo w sprawie oszustwa typują współgracze.
Brzmi enigmatycznie, bez obaw, zasady są banalne.

Gra w mafię to gra towarzyska opracowana przez Dmitrija Dawidowa w 1986 roku na Wydziale Psychologii Uniwersytetu w Moskwie. Gra początkowo rozgrywana w salach wykładowych i akademikach uniwersytetu, stawała się coraz bardziej popularna w innych radzieckich szkołach, a w 1990 przekroczyła granice, popularyzując się najpierw w Europie (Węgry, Anglia, Norwegia), następnie w USA. W tej chwili jest grana na całym świecie. Według ustnie przekazywanej legendy wykorzystywana była w byłym ZSRR do szkolenia szpiegów i dyplomatów. Faktycznie gra jest dość dobrze przemyślana i wyważona, dzięki czemu każdy ma mniej więcej jednakowe szanse. Wymaga przy tym ciągłej kontroli mowy ciała oraz innych sygnałów pozawerbalnych zarówno u siebie jak i u innych graczy.
Rzecz dzieje się w mieście Palermo, gdzie właśnie wybrano nową radę miejską. Po raz pierwszy istnieje szansa na skuteczną walkę z mafią. Mafii udało się bowiem wprowadzić do rady tylko 3 na 13 radnych. Niestety nie wiadomo których... Rada nie może rozpocząć obrad dopóki nie usunie ze swego grona wszystkich mafioso. Ma na to coraz mniej czasu, gdyż mafijne rodziny nie próżnują i co noc ginie jakiś radny.

W związku z tym, że ciężko mi jakoś zebrać w jednym miejscu o stałej porze 13 osób zasady dostosowaliśmy do warunków. Gra nas mniej, nie ma specjalnie rozwiniętej fabuły i gadżetów, a co już w ogóle zabrzmi dziwnie dla tych z Was co w mafijne porachunki już kiedyś się wplątali, GRAMY ZA POMOCĄ SKYPE!
Nie widzimy swoich twarzy, gestów, wsłuchujemy się wzajemnie w własne głosy.
Troszkę zmniejsza to możliwości posunięć w grze.
Dzisiaj o 19, rada miast znów sie zbierze, do zobaczenia, jeśli przeżyję.


Jeśli ktokolwiek ma ochotę dołączyć do drużyny, proszę o kontakt GG:10268277.

Tak to wygląda...:)

poniedziałek, 24 listopada 2008

Eva

Niedoceniona za życia, diva, genialna w swojej prostocie.
Delikatna, ulotna, nierealna.
Kwintesencja jakiejś takiej dziewiczej kobiecości.
Mrzonka, obłok.
Bogini.

"Sting autor piosenki Fields of Gold wzruszył się do łez słuchając wersji zaśpiewanej przez Evę Cassidy..."

wikipedia, Eva Cassidy.