Matko jedyna, Sqlu mój, coś mi zrobił, w kolejny nałóg wpędził! Dał mi S. niepozornego linka, mówiąc "łap, pani detektyw". Otworzyłam i czytam
"Wszystko co musisz zrobić to dostać sią do kolejnej strony. Osiagnąć możesz to tylko poprzez zmianę URL'a odpowiednim wyrazem. Skąd wziąć odpowiedni wyraz? Na tym właśnie polega cała zabawa. Na podstawie wskazówek zawartych w tytule strony, w źródle strony, nazwie obrazka czy na samym obrazku (i jeszcze w kilku innych miejscach) sam musisz dojść do tego co to za wyraz. Nie stosuj dużych liter, jeśli rozwiązaniem jest kilka wyrazów wpisz je jako jeden ciąg liter - nie oddzielaj ich spacją czy jakimiś innymi znakami (chyba ze w ciągu liter zawarte są jakieś znaki). O numerze levelu mówi liczba w lewym górnym rogu obrazka. Wskazane jest używanie przeglądarki Internet Explorer. Powodzenia!"
Mysterious Pron to zjawisko naprawdę wyjątkowe. Autor gry nakazuje "uwolnić swój umysł" poprzez rozwiązywanie przeróżnych zagadek. Trochę matematyki, trochę wiedzy ogólnej, najwięcej googlowania. I właśnie umiejętność skutecznego przeszukiwania internetu jest tutaj priorytetową:) Pół dnia spędziłyśmy z U. porównując systemy matematyczne, przegrzebując biografię Tiny Turner, odszyfrowywując znaki podobne do arabskich. Genialna zabawa! Na chwile obecną doszłyśmy do etapu nr.9, mózgi odmówiły posłuszeństwa, zrobiłyśmy przerwę na życie. S. poinformował mnie, że etapów jest 100, więc częstych wpisów na blogu proszę się nie spodziewać. Dla tych których tym postem niechcący wkręciłam link do forum z podpowiedziami, jeśli już nie wystarczy Wam sił.
„Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych.” - MAT. 6,14-15 (BW)
"4 Szatan reprezentuje przychylność dla tych, którzy na to zasługują, zamiast marnowania miłości na niewdzięczników. 5 Szatan reprezentuje zemstę zamiast nadstawiania drugiego policzka!"- Dziewięć Twierdzeń Satanizmu według Antona Szandora Laveya.
I co tu robić:)
Ponoć trudne jest wybaczanie, nawet gdy wybaczyć się chce. Każdy z nas to wie ( nie czuję, że rymuję). Jednak co zrobić gdy chce się wybaczyć mimo, że ma się świadomość, że się nie powinno? Wybaczenie kusi, potrafi ściągnąć z nas męczący balast. W jakiś sposób nas oczyścić. Dać taki naiwny spokój ducha, a czasami nawet wymownie przemilczane "więcej". Sama już nie wiem czy jestem mściwa. Zawsze myślałam, że tak, że zemsta na zimno potrafi podnieść na duchu, wyprostować skrzywione poczucie własnej wartości. Kiedyś wyczekiwany moment , okazja, sytuacja do zemsty idealnej nadeszła. Co zrobiłam? Uciekłam. Uciekłam sobie w przebaczenie. Jak tchórz. Tak dużo o tym myślałam, tak czekałam aż przyjdzie wymarzona chwila. Okazałam się słaba, a za tą słabość podejrzewam znów przyjdzie mi zapłacić. Zaczęłam się zastanawiać czy umiejętność wybaczenia jest dobrocią serca czy słabością charakteru. Smutny wniosek mnie dzisiaj dopadł, przygnębił, sprowokował do ponownego przemyślenia samej siebie. Nie jestem silna. Załamująca świadomość.
A2., pamiętasz tą piosenkę? Od razu przepraszam, że Ci to przypomniałam :)
Nigdy nie odchodziłem od kogoś mimo, że nie chciałem. Tym razem było inaczej. Tym razem musiałem. To dziwne, że czasami trzeba musieć. Honor, odpowiedzialność za czyny popychały mnie do przodu. A może jednak cofałem się? Czy do śmierci będę romantycznie wspominał, marzył, zastanawiał się co by było gdyby? Trzymając wnuka na kolanach będę opowiadał mu historię o młodzieńcu, który popełnił błąd, a konsekwencje ponosił przez całe życie? Tak ku przestrodze. By on postąpił inaczej. Mam 26 lat, trzymając na rękach własne dziecko myślę o "tamtym" już rzadziej. Wspomnienie szczeniackiej, przepełnionej gitarowymi dźwiękami namiętności. Czasami ją spotykam. Jest sama. Wolę nie myśleć, że jest sama bo wciąż czeka. Czeka na mnie. Z pierwszym uśmiechem mojego syna, zapomniałem. Zapomniałem jak przysięgałem. Nigdy nie powiem przepraszam.
Nowa seria na blogu. "Dzieci większe od dorosłych". Postaram się co jakiś czas prezentować niedalekiego geniuszu małolata. Jako pierwszy dziesięcioletni Brendan MacFarlane w piosence Raya Charlesa "I got a woman". Ciekawa jestem czy wam się spodoba. Mnie w sobie rozkochał.
RMF, Zetka, Eska, sreska... źródła najwyższych lotów popisów zarówno muzycznych jak i literackich. Przez lata wyrobiłam w sobie umiejętność zupełnego odcinania się od otaczającej mnie muzyki. Tj, jestem w sklepie, w sklepie leci radio, potrafię go po prostu nie słyszeć. Czasami jednak, z różnych powodów zmuszona jestem wsłuchać się w teksty naszych rodzimych hitów.
Pewnego dnia na przykład zrozumiałam najwyższą z prawd dzięki Michałowi Wiśniewskiemu. Mężczyźni nie są stali w uczuciach! Objawienia doznałam dzięki refrenowi letniego przeboju sprzed paru lat, "Zawsze z tobą chciałbym być, przez cale lato..."- Ich troje. Znajomi się śmiali z poezji czerwonowłosego bo nie rozumiały ofermy, że w tym wyższa prawda jest ukryta. Zawsze = lato! Nie wiem czy teoria działa też w czasie innych pór roku, powiem za parę lat. Co do miłości to etap tylko dla wtajemniczonych osiągnęła nasza kochana Dodzia. Ona nie tylko kocha faceta, którego kocha, kocha tez miłość, którą go kocha. Idąc dalej, kocha też pewnie miłość, którą kocha tą miłość, którą kocha tego faceta. Zresztą Dodziu, sama powiedz jak to było: "Nigdy nie pomyślałabym Że mnie spotka miłość Którą kochać chcę Tego któremu zabroniona ja i on mi też"- zespół Virgin. Urszula to przynajmniej potrafi ładne porównanie zrobić. Wiadomo, pies to szczęście, mały to też szczęście, z tekstu wynika, że nawet większe niż gdyby pies był duży. "Kiedy jesteś zakochany serce jak piesek mały cieszyć się będzie."- Urszula. Gosia Andrzejewicz jak się zakocha to tworzy własną czasoprzestrzeń. Genialna dziewucha, nie wiem czemu się jej tak czepiają. Ona czuje uszami, wącha oczami, a myśli dupą, przepraszam, myśli pewnie sercem. „Bo jesteś obecny w każdej chwili, która mnie otacza”- Gosia Andrzejewicz. Ewelina swego chłopca ceni sobie bardzo. I dobrze. Wie ile ów przystojniak może, a ile by mógł gdyby mógł lub jednak nie mógł."Mogłeś więcej niż byś mógł."- Ewelina Flinta. No co, wy jesteście w stanie coś takiego wymyślić??? Anna W., wokalistka Łez ma o jeden zmysł za dużo. Ona już tam dobrze wie, że facet jak daje kwiatka to coś narozrabiał. Chociaż, może po prostu nie lubi kwiatów... Męczą ją róże, astry, goździki. Gdy ma przed oczami tulipana robi jej się niedobrze. Bratki doprowadzają ją do nerwowych drgawek. Nie wiem czy posiada Ania małżonka ale jeśli tak, CZŁOWIEKU NIE KUPUJ JEJ KWIATÓW! Sam popatrz, "Dałeś mi czerwoną różę Nie wytrzymam tego dłużej" – Łzy. Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli, ja się na teksty nie skarżę, nie mówię, że są zwykłą grafomanią, zlepkiem rymujących się ze sobą słów bez żadnego sensu. Przecież nie każdy jest Osiecką, Kazikiem czy Cyganem! Nie skarżę się tak jak i Szymon Pesymista - "Nie skarżę się, bo po co i tak nie mam gdzie"- Szymon Wydra. Zawsze usilnie próbuje zrozumieć teksty Bajmu i Beaty we wszystkich obliczach. Złoty deszcz z nieba itd. Naprawdę długo tłumaczyłam koledze, że Kozidrak nie jest seksualną fetyszystką. Złoty deszcz nie łączy się w żaden sposób z pissingiem. Gdy opadają mi już ręce, gdy nie mam już jak bronić naszych artystów, tekściarzy, przypominam sobie co śpiewał kiedyś Piasek. Zawsze podnosi mnie ten tekst na duchu. "I jeszcze wierze w to, że zawsze jest jakaś raz lepsza gorsza raz pogoda nie zostawi nigdy mnie"- Piasek
Zgodnie z wskazówkami NAJWIĘKSZYCH Jacek Sz. nadaje się na tekściarza bezapelacyjnie:
"Piosenka bez tytułu", autor tekstu: Jacek Sz.
I was driving from Gliwice In my truck full of frozen chicken. Celestyna in my mind Against chicken starts the fight
Back is full of petrol stolen From Tanksztele, wheels starts rollin’ To the rhytm of holes in asphalt And sweet home, just one more ausfart
Celestyna’s naked body And Drobimex workers - bloody Mother fuckers! Take the gun Against butcher’s start the fight!
Tak sobie myślę, że Grzegorz całość zamknął w jednej piosnce... koniecznie posłuchajcie:(
Nie nadaję się na towarzysza zakupów. Shoppingowi od dzisiaj mówimy NIE. Z okazji urodzin zabraliśmy z Tomkiem moją mamę do największego centrum handlowego w okolicy. Miała sobie sama wybrać prezent (w porywach do liczby mnogiej). Przeżyłam totalne zdziwienie, że mamie nie podoba się nic w Reporterze, Orsay-u,Housie czy nawet w Reserved. Tomek dziwił się mniej, ewidentnie wraz z mą mamą połączyli siły w celu przekonania mnie, że tradycyjna, nie najmłodsza mama nie będzie nosiła bluzy w żółte paski lub płaszczyka z elementami moro. Po prawie dwóch godzinach łażenia z wielkim bólem serca musiałam rzec, ok POMYLIŁAM SIĘ, MACIE RACJĘ (do teraz czuję z tego powodu jakiś nieokreślony ból). Pozostała nam ta druga część sklepów. Szybko jednak sobie przypomniałam dlaczego do nich nie zaglądam.
Ja: W jakiej cenie ta marynarka? Pani Wyrafinowana Ekspedientka: Jest przeceniona na 940zł. Mama: Spojrzenie jakby Pani Wyrafinowana Ekspedientka uciekła z ośrodka psychiatrycznego. Tomek: Mówiłem, Gerry Weber to nie jest dobry pomysł.
Dosyć szybko więc znudziło sie nam oglądanie kawałków szmatki za tysiąc pln-ów, których najatrakcyjniejszą częścią była metka.
Poszliśmy na kawę, obmyślaliśmy plan. Mama głośno obrażała pomysły Gino Rossi, Benettonów i innych Kruków. Ja walczyłam z telefonami z pracy. Tomek się śmiał:) Po odbębnieniu "centrowej kawy", która w naszym grafiku jest i zawsze będzie, poszliśmy zwiedzać dalsze części tego obiektu "rozrywki". Sekundy, minuty, godziny. Zmieniały się szyldy, ekspedientki, ceny i muzyka. Czym dalej tym miałam silniejsze wrażenie, że te ciuchy są wszystkie takie same. W końcu, W KOŃCU, znaleźliśmy sklep w którym była bluzka, która się mamie, tutaj cytat, "no mogłaby być", podobała. Kosztowała jakąś normalną w miarę sumę. Spakowaliśmy i wialiśmy gdzie pieprz rośnie. Jaka nastąpiła ulga gdy Tomek odpalił samochód, jedzmy stąd, szybko, jak najdalej! Dotarliśmy do domu, po wypakowaniu się z samochodu, podsumowaniu zakupów. 1- bluzka prawie, że fajna dla mamy 2- płacz Tomka za (faktycznie rewelacyjnymi) trampkami z conversa, które były w każdym rozmiarze poza jego własnym. 3- pudełko ziarna dla królika.
Tomek pojechał do siebie. Mama odwróciła się i mówi. - Chodźmy zobaczyć do sklepu pani Ani.( imię przypadkowe, za Boga nie pamiętam) Z bólem serca się zgodziłam. I wiecie co? Mama kupiła tam w 15 minut kilka naprawdę fajnych rzeczy. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje, ubranka o połowę tańsze, zdecydowanie lepiej jej leżały. Jakaś niemiecka ponoć znana, solidna firma. Podsumowując, straciliśmy jakieś 5-6 godzin na łażenie po trendy molochu jak u Pani Ani mogliśmy sprawę załatwić w pół godziny. Niech mi ktoś teraz wytłumaczy takie zdanie, "Uwielbiamy rodzinne niedziele spędzać centrach handlowych"- 60% polaków.